piątek, 18 sierpnia 2017

Viktor Arnar Ingólfsson 'Tajemnica wyspy Flatey' - kryminał w stylu islandzkim

RECENZJA PREMIEROWA

Książka zachwyca i zachęca do sięgnięcia i posiadania jej przepiękną okładką. Mnie zaintrygował też przymiotnik 'islandzki', bo nie znamy zbyt dużo literatury islandzkiej w Polsce. Islandia kojarzy mi się z pustkowiem, wiatrem, przybijanymi dachami, gejzerami i aplikacją do rozpoznawania, czy dana osoba nie jest Twoją rodziną (w telewizji o tym mówili, a telewizja przecież nie kłamie). Jak w takiej scenerii można umieścić kryminał? 
Książka ukazała się niedawno, bo 19 lipca 2017 roku w wydawnictwie Editio, będącego częścią grupy wydawniczej Helion. Autor na rynku polskim debiutuje, ale debiutantem nie jest. To  poczytny autor powieści kryminalnych w Islandii. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa lądowego i wodnego, ukończył też studia z zakresu komunikacji wydawniczej i grafiki komputerowej na Uniwersytecie Washingtona w Waszyngtonie. Mieszka wraz z rodziną w Reykjawiku. Tak podaje notka biograficzna http://septem.pl. Pisarz urodził się w roku 1955, a pierwsza jego powieść Dauðasök została opublikowana w roku 1978. Flateyjargáta opublikowano w roku 2003, a na angielski przełożono ją w 2012. Inne książki tego autora według Wikipedii w oryginalnym nazewnictwie to: Heitur snjór (1982), Engin spor (1998) (tł. angielskie House of Evidence), Afturelding (2005) (tł. angielskie Daybreak) i Sólstjakar (2009) (tł. angielskie Sun On Fire). Autor był dwukrotnie nominowany do nagrody the Glass Key, nagrody kryminalnych pisarzy skandynawskich. 
Viktor Arnar Ingólfsson

Viktor Arnar Ingólfsson, źródło zdjęcia: https://www.goodreads.com/author/show/3040774.Viktor_Arnar_Ing_lfsson

Na Goodreads jego książki śledzą 53 osoby, notowania ma dobre, a sama książka 'The Flatey Enigma' zyskała wielu fanów, jako ciekawa książka.

12957410
Okładka wydania anglojęzycznego, oszczędniejsza w wyrazie niż nasza. Mnie się podoba nasza, polska....



Książkę przeczytałam już w ubiegłą niedzielę, ale dopiero dziś zebrałam się na napisanie tejże recenzji. 
Książka mnie urzekła klimatem pustkowia, bezludzia, odludzia i inności niż wszystkie kryminały skandynawskie, pełne ludzi złych, wypaczonych, zdeprawowanych. Tutaj mamy malutką wysepkę, na której żyje mniej mieszkańców niż w mojej rodzinnej wsi, a wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko. I tam, pod skałą, gdzie wysiadują foki, chłopiec znajduje rozłożone zwłoki mężczyzny w zielonej kurtce i 'miastowych' butach. To znaczy, buty były przeznaczone do wycieczek w góry, ale były miastowe, bo niezgodne z miejscową modą. Przyjeżdża dziwny prefekt prokuratorski, który identyfikuje ofiarę i szuka sprawcy i okoliczności zbrodni. Sprawa stopniowa sięga w serce kultury islandzkiej, do rękopisów, będących dla Islandczyków tym, czym dla nas byłyby Kazania Świętokrzyskie. Okazuje się, że  i na wyspie ludzie mają swoje tajemnice, że niektórzy przed czymś uciekają, a inni czegoś szukają. Rozwiązanie jest inne niż się spodziewałam. 
Muszę przyznać, że wątek kryminalny nie jest najmocniejszą stroną tej powieści, bo wlecze się dosyć ospale, tak jakby nie on był tu najważniejszy. Ważne jest, że staje się pretekstem do pokazania charakterów mieszkańców, ich tajemnic, słabostek i przeszłości. Zdaje się, że Islandczycy z wyspy są ludźmi wycofanymi, którzy nie lubią pokazywać swoich tajemnic. Tutaj musieli, bo zmuszało ich do tego śledztwo. 
Urok tej książki  polega właśnie na klimacie islandzkim, na tej atmosferze tkwienia głęboko w przeszłości, na uroku pustej wyspy rybackiej, w której mieszkają ludzie przywiązani do przeszłości, albo od przeszłości uciekający. 
Suma summarum, książka jako kryminał nie jest najbardziej mrożącym w żyłach thrillerem, ale jest niesamowicie klimatyczną opowieścią o Islandii. 
Daję jej 8 gwiazdek



Za książkę  dziękuję grupie wydawniczej Helion:

Znalezione obrazy dla zapytania Helion

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...